(old) The Prodigy – (new) Album Invaders must Die
Piszę na gorąco ,bo napisać wręcz musze. Nowy album Prodigy wymiata!!! Jeżeli ktoś spodziewa się,nowych bitów aktualnie granych w klubach,to się mocno zdziwi.Nowe Prodigy jest Oldschollowe, ravowe, punkowe,no kurcze,nie tego sie spodziewałem bo ostatnich płytach
i mocno sie zdziwiłem całe szczęście na plus !! Płyta jest bardzo równa,nie ma odstającego hiciora który mógłby zwojować światowe listy.(pewnie sie myle
rynek nie raz zweryfikwał moje typy) . Przyznać muszę ze najbardziej tyłek mi skacze przy tytułowym Invaders must die , Omen‘nie i śpiewanym Thunder . Bardzo przypadł mi do gustu kawałek Colours gdzie zresztą jak na całej płycie przewijają sie sample rodem z Commodore64 i Amigi,mnie to wręcz rozwala
.Take Me to the Hospital, to twórczośc Prodigy zawarta w jednym kawałku,slychać tu początek rodem z Experience,bit z Music for the Jilted Generation i Fat of the Land, kawałek rewelacyjny jak poprzednie dokonania “prodiżów”.Piranha, jest mega punkowa,wyrzygany refren zwrotki śpiewane od niechcenia, jak dla mnie rewelka
.Jest jeszcze kobieco śpiewany Warrior Dance i mixy i … Rany, dawno nie słuchałem płyty w której po dwókrotnym przesłuchaniu podobało mi sie ponad 80% utworów. Album bardzo dobry PO_LE_CAM !
moby na open er!!!!!!!!
Moby to zdecydowanie jedna z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych postaci dzisiejszej muzyki – twórca niezliczonej ilości przebojów, którego płyty sprzedały się w kilkunastu milionach egzemplarzy. Mimo tego, że ma opinię introwertycznego tytana pracy studyjnej, to jego występy na żywo są rewelacyjnymi, pełnymi witalności widowiskami -wystarczy tylko przypomnieć jego legendarny koncert na głównej scenie Glastonbury z 2003 roku.
Shhhh….ołbiznes ?
Chumbawamba, „Anarchist”
Chumbawamba zaskoczyła swoich fanów raz jeszcze, tym razem przeprowadzając trasę koncertową pod hasłem „Unplugged”, czyli akustycznie.(koncert w polsce byl odwołany a szkoda:przypis balkowski.pl) To kolejny niespodziewany krok Chumby (jak popularnie zespół nazywają jego fani), która po kilku tłustych, mniej lub bardziej, latach w jednej z największych muzycznych korporacji – EMI, znowu jest niezależna i nagrywa na własny rachunek. 
Problem z Chumbawambą polega na tym, że od ponad 20 lat, a więc od momentu powstania, zawsze szli pod prąd, wzbudzając konsternację i zakłopotanie wśród krytyków i branży muzycznej. Grupa wypracowała bardzo silną pozycję na scenie niezależnej, a ich anarchistyczny przekaz połączony z mocną etyką DIY (Do It Yourself – zrób to sam) sprawiły, że Chumba kojarzona była z najbardziej radykalnym odłamem muzyki popularnej. Ich przejście w 1997 r. pod skrzydła ponadnarodowej korporacji sprawiło, że zostali wyklęci przez większość środowisk alternatywnych i sporą część swoich starych fanów. Spojrzenie na historię Chumby to zatem coś więcej niż historia kolejnego zespołu rockowego przechodzącego wzloty i upadki – to po części także historia sceny niezależnej.

